Coś czego dawno nie było

Miałam na dziś dla was post o feriach.  Jednak postanowiłam, że napisze o czymś czego dawno nie było. Może część  z was się zawiedzie bo zamiast dostać kolejny kreatywny i przemyślany post dostanie coś napisanego w chwile na tablecie. Nie myślcie jednak, że się nie staram, ale ponieważ od jakiegoś czasu chodziły  za mną myśli i chęć opowiedzenia co u mnie słychać nie mogłam się powstrzymać.
 Ostatnio tak właściwie dałam wam znać o moim życiu jakoś rok temu w ferie. Zgodzicie się więc ze mną, że warto o tym już wspomnieć?
Więęęęęęęęc...
Przez ostatni rok (jak zapewne wiecie jeśli mnie czytacie od jakiegoś czasu) stałam się trochę inną osobą w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Udoskonaliłam się w umiejętności zarządzania czasem, dobrej i szybkiej nauki oraz trochę spoważniałam. Nadal jestem tą szaloną rudą Asią (chyba pisałam dokładnie te same słowa w jednym z ostatnich postów bo mam deja vu), ale skupiam się na tym co chcę robić w życiu już teraz i daję z siebie wszystko w tym co mnie interesuje.

A teraz dokładniej. O organizacji czasu już wam pisałam, ale nie myślcie, że na tym się to kończy. Codziennie doskonalę swój rozwój. W organizacji czasu jak również w moich złych przyzwyczajeniach i dobrych nawykach, np. dbam o to, żeby jeść mniej słodyczy, a zarazem więcej warzyw. Nie myślcie, że się odchudzam! Wiele osób to myli, ale ja tylko chce polepszyć mój styl odżywiania się. Tak na przyszłość. Stwierdziłam jednak, że nie warto robić wszystko naraz bo nie przynosi mi to rezultatu. Stopniowo zmniejszam ilość zjadanych słodyczy. Np. nie pozwalam sobie na jedzenie czekolady, a niebawem zakażę sobie również ciastek, chipsów i tak dalej i tak dalej. A warzywa zaczęłam od co najmniej jednej marchewki dziennie (choć zwykle wychodzi więcej). Wydaje się nie dużo, ale łatwiej stopniowo i zdecydowanie skuteczniej.

Jeśli mam być szczera to ostatnio zaczynam się trochę nudzić. Nie chodzi mi o to, że nie mam co robić bo mam, aż za dużo, ale nudzi mnie taka rutyna. Codziennie nauka, jedzenie i sen. Gram na jednym instrumencie. Uczę się właściwie jednego języka, które mnie interesuje. Wszyscy w moim otoczeniu grają na co najmniej dwóch instrumentach. Też mam ochotę nauczyć się na nowym, ale kiedy wychodzę z taką propozycją słyszę "lepiej najpierw nauczyć się dobrze na jednym". Zgadzam się z tym, ale ja się uczę grać na instrumencie, który niespecjalnie darzę sympatią. Język angielski to moje zamiłowanie. Uwielbiam go i bardzo się cieszę z tego, że mam szansę się go uczyć. Jednak to dla mnie nie wystarcza. Chciałabym się zapisać na kurs języka włoskiego, ale po pierwsze są za drogie, a po drugie zwykle nie zgadzają się z moim grafikiem. 

Tyle na dziś! Może to jeden z krótszych postów, ale mam nadzieje, że mnie za to nie znienawidzicie.

Komentarze

Popularne posty