O podejściu do życia

Od zawsze byłam optymistką. Urodziłam się bez płaczu. Nawet kiedy podczas nauki jazdy na rowerze spadłam próbowałam raz kolejny i kolejny. Zawsze byłam tą szaloną, uśmiechniętą i wesołą rudą Asią, której nic nie stało na przeszkodzie do szczęścia. Czy wciąż tak jest? Zdecydowanie!

W dzisiejszym poście przedstawiam moje poglądy. Nie zmuszam nikogo do niczego, a jedynie wyrażam własną opinię.

Jak podchodzę do życia? To jest dobre pytanie, które przy okazji pomoże wam mnie lepiej poznać. Dedukując z moich tekstów (oraz tego co jest powyżej) można stwierdzić, że jestem optymistką. Słyszałam też, że może nawet czasem za bardzo. Uznałam to raczej za komplement. Cieszę się kiedy ludzie dostrzegają moją radość, a tym bardziej jeśli sami dzięki temu są szczęśliwi.
Macie czasem tak, że wchodzicie do autobusu, szkoły lub supermarketu i nie widzicie ani jednej uśmiechniętej twarzy? Ja tak mam codziennie.
Wchodzę do autobusu. Zajmuję to samo stojące miejsce co zwykle. Wyciągam słuchawki i obserwuję ludzi. Nawet nie wiecie jakie to ciekawe. Choć tak nie brzmi. Czasem z nudów gram w taką grę. Patrzę na każdą osobę z osobna i oceniam jakie jest jej podejście do życia. Wiecznie widzę to samo. Każdego ranka wstaję z uśmiechem na twarzy. Wiem, że jestem jedną z nielicznych osób, ale cieszę się, że idę do szkoły. Wtedy nadchodzi ten czas kiedy wychodzę z domu i widzę u wszystkich jedna twarz. Mówi ona "znowu do pracy/szkoły", "ale mi się nie chce", "dlaczego ja???". Na każdej twarzy widzę zmęczenie, zniesmaczenie do życia, smutek. Jeśli czytacie mojego bloga już jakiś czas wiecie, że robi mi się przykro na taki widok. Zawsze dążyłam do tego, żeby sprawiać uśmiech na twarzach innych.

Nigdy nie umiałam zrozumieć takich ludzi. Nie widzę nic zachęcającego w słowach "mam już dość żyć, zawsze wszystko jest do dupy, tylko się pociąć". Niestety nie zawsze jestem w stanie coś na to poradzić choć bardzo bym chciała.
Według naszej kochanej cioci Wikipedii jest to "postawa wyrażająca się w skłonności do dostrzegania tylko ujemnych stron życia, negatywnej oceny rzeczywistości oraz przyszłości". Według mnie jest to po prostu zniechęcanie się. Muszę się jednak trochę zgodzić z pesymistami. Po co żyć? ... skoro nie dostrzega się tego co w życiu dobre. Nie łatwiej po prostu cieszyć się tym co się ma? Tak jak mówiłam... pesymizmu nie rozumiem i nie mam zamiaru zrozumieć (dobrze mi z moim zdaniem).

Znam wielu realistów. Nawet czasem próbowałam ich "nawrócić" na optymizm. Raz nawet prawie mi się to udało. Może z punktu widzenia realisty popełniłam "grzech", aczkolwiek nie łatwo jest mi patrzeć jak ktoś się snuje po korytarzu bez uśmiechu. Co prawda jak wiemy realizm jest pomiędzy pesymizmem, a optymizmem, ale jakoś częściej widzę realistów w tej bardziej pesymistycznej wersji. Często słyszę od realistów "ja mam najlepiej! jestem realistą i nie muszę się przejmować czy ktoś zobaczy mnie uśmiechniętego czy smutnego". Jest w tym wiele racji. Np. Jeśli ludzie widzą, że jest mi smutno bo powiedzmy mam gorszy dzień to się wielce dziwią. Nie wszyscy... ale większość. Kiedyś uważałam siebie za realistkę, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam co to pojęcie oznacza.

Nareszcie! Moje ulubione! Mogłabym o nim opowiadać godzinami, aczkolwiek nie chcę was zanudzać. Czym jest optymizm pewnie wiecie więc przejdę do lepszej części. Pozytywne strony optymizmu:

  • Spokój. Będąc optymistką doznaję spokoju. Nie przejmuję się tym co mi nie wyszło, ani tym co ostatnio o sobie usłyszałam. Porażki traktuję jako motywację do poprawy i czuję się spokojna.
  •  Radość. To już raczej oczywiste. Żyjąc w optymizmie radość mnie nie opuszcza. 
  • Humor. Wiecznie dobry. Budzę się szczęśliwa i taka kładę się spać. 
  • Uśmiech. Pomaga mnie i innym. Uśmiech może zmienić humor! Taki niewielki gest!
  • Zadowolenie. Zwracam uwagę na to co mi wyszło, a nie na porażki. Jestem dzięki temu zadowolona z tego co robię i tego co mam. 
To co prawda tylko kilka, ale myślę, że tyle wystarczy. 

Komentarze

Popularne posty