piątek, 10 marca 2017

Możesz panować nad emocjami!

Zanim przeczytasz dalej poświęć 5 minut na robienie NICZEGO! Usiądź w CISZY. SAM. Nie pozwól by cokolwiek Cię rozproszyło. NIE RUSZAJ SIĘ Z MIEJSCA. Ustaw budzik na za 5 minut i po prostu usiądź! (Jeśli tego nie zrobisz dalsza część posta NIE będzie dla Ciebie tak zrozumiała!)



Już? No to teraz zastanów się co robiłeś przez te 5 min. Prawdopodobnie, którąś z tych trzech opcji:
1. Zatraciłeś się w teorii beznadziejności. Pogłębiłeś swoją egzystencjalną myśl i niechęć. Wspominałeś złe sytuacje i myślałeś o tym co inni o Tobie myślą. Jest Ci źle. Pozwoliłeś sobie na uczucie samotności.
2. Wynudziłeś się. Zastanawiałeś się czym się zająć i powstrzymywałeś od zrobienia czegokolwiek, nawet wstania. Pozwoliłeś sobie na uczucie irytacji
3. Uspokoiłeś się. Skupiłeś na oddechu i nie zatracałeś w myślach. Po prostu usiadłeś i pozwoliłeś sobie na relaks.

I jak? Już wiesz co zrobiłeś? Każdy jest inny ale jeśli o mnie chodzi nie byłabym zadowolona ani z pierwszego ani drugiego punktu. Za to ten trzeci... niezwykły (przetestowane)! Czy teraz już to rozumiesz? To właśnie przykład na to że możesz panować nad swoimi emocjami (zauważ że mówię o emocjach a nie uczuciach!).

P.S. Ten post (a raczej myśli tworzące ten post) powstał w PODOBNYCH warunkach, tzn. kiedy opalałam się pod promieniami jarzeniówki przy oknie (podobno im więcej wiatru tym szybciej się opala) w szkolnej szatni, słuchając Poluzjantów z zamkniętymi oczami.

niedziela, 5 marca 2017

Ludzie się boją

Nie przyglądałam się nigdy badaniom, które mówią ile osób na świecie jest ludźmi sukcesu. Wiem tylko, że niewielu. Zresztą co to w ogóle jest człowiek sukcesu? Bogacz? Nie. To ktoś kto spełnia swoje cele życiowe. Ktoś kto się nie boi! BO LUDZIE SIĘ BOJĄ! Czego? Dobre pytanie.
Przede wszystkim ryzyka. Żeby odnieść sukces czasem trzeba zaryzykować. Np. Żeby zostać ekspertem w dziedzinie, która jest dla nas pasją i żeby z niej wyżyć trzeba rzucić pracę na etacie i szukać okazji do zarobienia na swojej pasji. Jednak ludzie boja się rzucić tą pracę, bo nie wiadomo czy będą mieli wystarczające dochody, żeby starczyło im na wszystko. Ja osobiście nie chciałabym w przyszłości pracować na etacie. Nie byłabym szczęśliwa z pracy, do której przychodzę odbębnić swoje osiem godzin, żeby mieć na jedzenie.
Jaki jest kolejny problem? Lenistwo. Powołam się na ten sam przykład. "Nie rzucę swojej pracy na etacie bo jestem zbyt leniwy, żeby poszukać możliwości pracowania w zakresie swojej pasji i wystarczająco zarobić, tak żeby nie musieć pracować na etacie". Oczywiście nikt nie nazwie tego lenistwem tylko używa słów "nie dam rady". Właśnie tutaj mamy idealny przykład zarówno lenistwa jak i braku wiary w siebie. Otóż drogi człowieku, może to Ciebie zmartwi, może ucieszy, a może wkurzy, ale jak słynne przysłowie mówi "Jak chcesz to potrafisz".
Dalej... Brak czasu. Najbardziej irytująca i najczęściej używana wymówka. A to wszystko po to żeby zostać w swojej ukochanej strefie komfortu (choć nie wiem co to za komfort, kiedy się nie jest szczęśliwym). Ostatnio doszłam do wniosku (zauważając to na swoich i moich przyjaciół przypadkach), że im człowiek ma więcej obowiązków, tym lepiej wychodzi mu spełnienie każdego dobrze. Tzn. Im mam więcej obowiązków tym bardziej staram się spełnić każdy z nich i zrobić wszystko jak najlepiej. Moim przesłaniem nie jest to, żeby nakłonić Cię do pracy bez przerwy. Otóż da się podzielić czas na obowiązki i przyjemności. Trudna sztuka? Jeśli trzymają Ciebie te wszystkie wymówki owszem.  
Zdanie innych. Ludzie boją się "co inni pomyślą". I tu zaskoczenie! NIC NIE POMYŚLĄ! A dlaczego? Otóż dlatego, że sami są zajęci przejmowaniem się zdaniem innych, albo dlatego, że właśnie odbębniają swoje osiem godzin na etacie.
 Ludzie boją się porażki. Tutaj znów przychodzi brak wiary w siebie. Na porażkę trzeba się przygotować, ale uwaga... Na sukces też!
Ludzie boją się konsekwencji. Nie zdają sobie sprawy z tego, że złe sytuacje mogą nieść za sobą dobre konsekwencje. Samo to słowo kojarzy się źle. A czy Steve Jobs założyłby Pixar gdyby go nie wylali z Apple?
W. Clement Stone powiedział kiedyś "Gdy życie wręcza Ci cytrynę, wyciśnij ją i zrób lemoniadę"
A więc drogi czytelniku. Odrzuć wszelkie swoje blokady. Nie wahaj się! Szukaj wszędzie szansy i pamiętaj, że każda sytuacja czegoś Cię nauczy, jakoś Cię rozwinie.

sobota, 31 grudnia 2016

Niezdecydowana...

Grudzień... Czy tylko dla mnie to najcudowniejszy (jeden z dwóch) miesięcy w roku? Jest zimno, ciemno i ten apetyczny topiony śnieg!!!! Mmmmmm... no dobra to akurat minusy, ponieważ jestem zmarzluchem (niektórzy na szczęście mi w tym pomagają ;-) ) oraz rannym ptaszkiem słońcolubnym. Mimo wszystko uwielbiam grudzień! Pamiętacie kiedy spadło na śląsku tak duuuużo śniegu? To był jeden z najlepszych dni! Śnieg! <3 ... no dobra, rozumiem, nie chce się odśnieżać samochodu i błoto topniejącego śniegu nie jest zadowalające, ale proszę! spróbujcie [ponuracy] spojrzeć w inny sposób!
Czyż zima nie działa jak ta kula ze śniegiem? Ktoś nią potrząsnął i spadł śnieg a zaraz ucichnie.
No dobra, ale co tak naprawdę uwielbiam w grudniu? WSZYSTKO :D Śnieg pięknie wygląda (w porównaniu do tej "pięknej błotnistej jesieni"), jest taki cudowny klimat! Wszyscy cieszą się świętami (a przynajmniej większość). Jest tak cieplutko! Mimo że to zima... jest tak cieplutko na serduszku! Ludzie się zbliżają. Staramy się unikać kłótni "bo nie fajnie się kłócić na święta" - trochę smutno, że tylko dlatego, ale jeśli to zbliża ludzi to dobrze. To kiedy wszyscy odliczają dni do świąt i te cudowne tradycje: Mam 15 lat. Nadal piszę listy do św. Mikołaja, a rodzice nadal chowają prezenty po całym domu 6 grudnia, a 24 gwiazdka przychodzi akurat kiedy jestem w łazience i myję ręce po posiłku. Wszędzie są takie piękne ozdoby! Miasta ładnie się świecą, a nauczyciele dają "bonusy świąteczne". Na jednym z ostatnich testów z historii jako zadanie z gwiazdką miałam napisać list do św. Mikołaja w imieniu Benjamina Franklina lub Woltera :D

Dzisiaj mamy ostatni dzień grudnia. Czy się cieszę? Hmmm... cieszę się z nowego roku, cieszę się z czasu, który spędzę dzisiaj ze znajomymi, ale nie oszukujmy się mogło być jeszcze lepiej! No i kończy się mój ulubiony miesiąc więc to też nie jest bardzo wesołe. Święta minęły mi spokojnie, ale ciągle się stresowałam/ stresuję powrotem do szkoły, ale czym tu się dziwić już testy i kartkówki zapowiedziane na najbliższy tydzień, a mimo, że piątek wolny to w niedziele i tak trzeba jechać na próby. Nie chcę się nad sobą użalać bo naraz nie mogę się doczekać powrotu do szkoły... mam do czego wracać! Te święta były naprawdę miłe, ale czegoś w nich brakowało ( ;-) ). Ale nie myślcie sobie, że mi źle! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemii! No...a przynajmniej najszczęśliwszym wśród wszystkich osób, które znam to wam mogę zagwarantować! Dzisiejszy dzień poświęcę na spisanie sobie nie postanowień, a rzeczy, które chcę w tym roku zrobić. Konkretnie. I jedną z nich jest skomponowanie cyklu utworków duetowych. Pierwszy jest już prawie gotowy i mam nadzieje, że wkrótce się tu pokarze. Życzcie mi powodzenia! A ja wam życzę udanego sylwestra i sensu w 2017 roku!

piątek, 25 listopada 2016

Dowód lenistwa

Kompleksy... Po co to komu?! Kompleksy to największy dowód lenistwa! "Nie lubię tego, że jestem leniwa, ale jestem zbyt leniwa, żeby temu zaradzić". Czy to ma sens? NIE. Chyba, że jesteś jedną z tych mega zakompleksionych plastików, które wciąż twierdzą, że są zbyt brzydkie więc dokładają więcej gładzi szpachlowej na twarz (podpowiedź: to dzięki tej ilości gładzi szpachlowej jesteście takie "piękne"), które uważają, że nauka jest ble, a życie od samych imprez. Poziom intelektualny - na minusie. No, ale przecież! Po co coś z tym zrobić? Lepiej siedzieć na dupie, żeby przy okazji sobie urosła i narzekać wokół, żeby nas ludzie "pokochali". Brzmi świetnie - a dokładniej ŚFJIETNIE! (Tak, to moje słówko tygodnia). Próbowałeś kiedyś stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie "Jestem przystojny/piękna"? Robię tak codziennie. Nie po to, żeby pogłaskać swoje ego tylko wspierać moją drogą przyjaciółkę - samoakceptację. Pomyślisz: "Ale coachingowy bullshit!", ale wszystko lubi być wspierane i doceniane. Tylko uwaga!
Przed użyciem zapoznaj się z zasadami wyzwania lub skonsultuj się z autorem, gdyż każda próba niewłaściwie stosowana zagraża Twojemu ego lub zdrowemu rozsądkowi. 
"Nie lubię swoich ud!" To kurde wstawaj i bierz się do robienia przysiadów, a nie zawracaj mi tu głowy. Są większe problemy! A jeśli lenistwo rozgościło się w Twoim wnętrzu to możesz, zamiast ćwiczyć - zaakceptować to! Kiedyś to właśnie grube kobiety były uważane za atrakcyjne. " Nie lubię mojego sposobu odżywiania się" - nie ma to jak usłyszeć to od osoby, która właśnie obżera się czekoladą! (wybaczam jeśli ma okres).

Chyba każdy z nas ma przynajmniej jedną taką osobę, która jednak akceptuje swoje wady. Ja znalazłam taką osobę w swoim otoczeniu. Wciąż powtarza, że jest głupią osobą i nic nie umie (*wink*), ale dobrze wie, że to nieprawda i mówi tak z wrodzonej skromności. W dzisiejszych czasach głupio nam odpowiedzieć "Dziękuję" na komplement. Nauczyliśmy się zaprzeczać, wyśmiewać lub odpowiadać "CHYBA TY" niczym dziecko ;-)
Nie twierdzę, że ja tak nie robię bo robię, ale od jakiegoś czasu staram się z tym walczyć - idzie mi beznadziejnie... ale akceptuję siebie. Dlaczego pozwalamy by skromność zrobiła z nas zakompleksionych?

Mogę z ręką na sercu przyznać, że nie mam ŻADNYCH kompleksów. Jednak i tak jeśli ktoś mi powie, że jestem ładna pewnie to wyśmieję - "Jeszcze pomyśli, że jestem egoistką zadufaną w sobie I WGL". To śmieszne! Od dziś nie będę wyśmiewać komplementów, które usłyszę. Przyłączysz się do mnie? Nie dam się przekonywać. Wiesz, że kłócenie się też innych denerwuje? A jeśli głupio Ci odpowiedzieć "Dziękuję" spróbuj słów "To bardzo miło  z Twojej strony". Nie wielka różnica, a łatwiej wypowiedzieć. I pamiętaj o wyrazie twarzy. Co z tego, że podziękujesz jeśli na twarzy i tak będziesz wyśmiewać lub zaprzeczać?

Zastanów się czego w sobie nie lubisz. Spróbuj stworzyć jak najkrótszą listę tych najważniejszych i stopniowo staraj się je zwalczać lub akceptować. Wiem, że dla niektórych to nie jest proste, ale warto próbować. A o samoakceptacji porozmawiamy innym razem.

niedziela, 20 listopada 2016

Niedopita herbata

"Nie mam czasu". Zastanów się ile razy użyłeś tego zwrotu dzisiaj? Zaskoczę Cię... MASZ! Każdy ma czas i każdy ma go tyle samo. Od nas zależy jak go wykorzystamy.
Prawdą jest, że mamy swoje obowiązki. Jednak wciąż wiele zależy od nas. To jak te obowiązki ułożymy...Od nas zależy czy wybierzemy szkołę, w której zajęcia będziemy mieć do 13 i wolny wieczór czy wybierzemy taką, w której będziemy spędzać czas do 18 lub później. Od nas zależy czy w wolny dzień wstaniemy wcześniej, żeby wypełnić wszystkie obowiązki (lub ich część) i zdążyć przed umówionym kinem czy wstaniemy godzinę przed nim. Tak naprawdę to od nas zależy czy zrobimy wszystkie obowiązki od razu czy będziemy je przeciągać przez cały dzień.

Tak naprawdę WSZYSTKO JEST W NASZYCH GŁOWACH! (*WINK*). Przyznam, że po 3 razie jak to usłyszałam to stwierdzenie zaczęło mnie irytować, ale "uświadomienie sobie, że tak naprawdę wszystko jest w naszych głowach jest świetne! Kiedy już wszystko wyjadę się, że jest najgorzej..." to naprawdę pomocne.
I JA SIĘ Z TYM W 100% ZGADZAM!

Od tego jak zagospodarujemy nasz czas zależy o wiele więcej. Np. To jak się będziemy uczyć, wyglądać lub odżywiać. Ktoś kto wstanie 10 minut przed wyjściem, założy pierwsze lepsze ciuchy i na szybko przeczesze włosy i je zepnie nawet nie zje śniadania przed wyjściem. Ktoś kto wstanie godzinę przed starannie dobierze ubrania, ułoży ciekawie włosy i zje śniadanie lub przynajmniej wypiję herbatę... lub pół...

Niedopita herbata... Dlaczego każdego ranka wychodząc z domu zostawiam na parapecie niedopitą herbatę? I dlaczego pod koniec tygodnia widzę na tym parapecie 3 takie kubki? Bo nie zdążam. Dlaczego nie zdążam? Bo wstaję za późno? A może właśnie za późno tą herbatę zaparzam?

Spróbuj czasem spojrzeć inaczej na swój czas!
Bądź dla siebie krytyczniejszy... np. "Nie umiem na sprawdzian". DLACZEGO? *krzyczy zdenerwowany rodzic/nauczyciel* "Bo nie miałem czasu się nauczyć". Usiądź i zastanów się! Może tak naprawdę ŹLE GO WYKORZYSTAŁEŚ? Np. Niby się uczyłeś a tak naprawdę cały czas odpisywałeś na facebooku? Nie warto używać tej oklepanej wymówki. Zawsze irytowały mnie słowa typu "Pani Profesor nie umiem, proszę przełóżmy sprawdzian na przyszły tydzień! Ja-miałem-wczoraj-popis!" A sprawdzian był zapowiedziany dwa tygodnie temu! Więc co ma ten Twój popis do rzeczy?
Rozumiem, że sprawdziany są nieprzyjemną sprawą, ale czy nie łatwiej zakuć, zdać, zapomnieć? Mieć szybko z głowy? Mieć spokój? Lepiej jest przekładać ten jeden głupi test wiekami? Dwa razy w tygodniu się do niego ponownie przygotowywać i stresować cały czas "czy go zrobi czy nie?" ON CIĘ I TAK NIE OMINIE! Więc spróbuj choć raz podejść do swojego zaangażowania krytycznie. Uwierz mi... "Nie miałam/mam czasu" brzmi dość... żałośnie? nieprofesjonalnie? Tak jak nieprofesjonalne jest zrezygnowanie z występu "bo mi zimno" lub "bo mam katarek". Da się wystąpić w plenerze mając zaczątki anginy... wiem z autopsji.

Nauczyłam się, to nie tak działa...To nieprawda, że "mamy mało czasu". Pamiętaj, że doba ma 24h , licząc, że około 8h (w dobrych warunkach) poświęcasz na sen zostaje Ci 16h (tak, długo liczyłam). Jak wykorzystasz te 16h? Masz 16h, żeby wypełnić swoje obowiązki, znaleźć czas dla bliskich, dla siebie i dla pasji...
3...2...1...DO DZIEŁA! START!

niedziela, 13 listopada 2016

Chaotycznie zbieram myśli

Pomyśleć, że tak mało potrzeba...


Około dwa tygodnie temu znów obudziłam się w sobotę z myślą o tym jaki to kolejny nudny weekend mnie czeka. "Znów nauka... znów brak spotkań" i choć lubię się uczyć to byłam naprawdę zła. Wtedy zrobiłam sobie na śniadanie swoje ulubione pancakesy bananowo-owsiane i kawę. Zrelaksowałam się chwilę przy vlogu od Aliss i czułam się dobrze. Kiedy skończyłam i miałam się zabrać do obowiązków z każdą minutą gotowała się we mnie złość. Dodatkowo każde zajęcie miałam przerywane. Zaczęłam ćwiczyć na fortepianie... zadzwonił telefon z obwieszczeniem, że muszę obrać ziemniaki. Potem zaczęłam się uczyć na kartkówkę z historii... "Asia pomożesz mi?". Byłam już kompletnie zirytowana... I wtedy moi rodzice wrócili z zakupów. Kupili mi herbatę waniliową, o którą prosiłam (u mnie w domu często kupuję się herbaty sypane, smakowe). Oprócz tego kupili jeszcze jedną - czekoladowo-kokosową i kawę czekoladowo-miętową. Tylko tyle mi wystarczyło, żeby nabrać humoru na cały dzień! Od razu poczułam się lepiej.

Że też jedna herbata potrafi tyle zmienić! Kto by pomyślał... brzmi to dość komicznie, ale właśnie tak było.

I jak to jest, że wystarczy jeden miły widok na korytarzu szkolnym? [ ;-) ] W świecie, w którym wszyscy chodzą ponurzy i zabiegani (patrz "niezatrzymująca się pozytywka")... mi wystarczy jeden miły widok w szatni lub korytarzu szkolnym żeby promieniować radością na wszystkie strony! Nawet podczas okresu :D

Dość typowy cytat wzięty prosto z facebooka "Enjoy little things". W sumie już mnie irytuje... aczkolwiek ostatnio zauważyłam właśnie to jak małe rzeczy odmieniają mój humor, nastawienie do życia... I mimo, że cały mój październik był beznadziejny i miałam dni pełne narzekania teraz... nie umiem się smucić. NIE CHCE! Bo i po co jeśli tak dobrze mi się układa? Jestem sobie dzieckiem... nie muszę się przejmować jakimiś wyborami w Ameryce (i choć zainteresowałam się tym tematem przez jakiś czas nie muszę się przejmować tym póki co). Mogę sobie nie rozmawiać z ludźmi na trudne tematy i tolerować każdą religię i to czy ktoś jest za PISEM czy PO. Mogę sobie cieszyć się tym co mam i nie przejmować że muszę zarobić na czynsz. I choć zawsze znajdzie się temat do narzekania zwykle są to błahe sprawy.

Nie wiem czy zauważyłeś kiedykolwiek, ale jeśli już jest dobrze to i tak się narzeka. Ostatnio doszłam do wniosku, że gdybym miała już wszytsko (!) to narzekałabym na to, że mam wszystko. Jestem raczej osobą, która dużo nie narzeka i akceptuje nawet te nieciekawe sytuacje bo widocznie musiały mi się przydarzyć. Tak samo jak Steve Jobs. Ostatnio oglądałam jego przemowę na rozdaniu dyplomów na uniwersytecie Stamford. Czy powstałby PIXAR gdyby nie został zwolniony z APPLE? (klik).

Dwie proste rzeczy.
1. Doceń to co masz. Dla niektórych Twoje życie to marzenie.
2. Chciej więcej.
Tak właśnie w dwóch punktach Kamil Bełz opisał przepis na szczęście (klik). Możesz ten filmik polubić lub znienawidzić. Twój wybór. Ja jednak się zgadzam z tym przepisem.

Ostatnio w swoim notesie zaczęłam zapisywać swoje myśli. Zdarza mi się po prostu usiąść z notesem i pisać to co mam w głowie. Jednym z wytworów takich zapisków był ostatni post. Choć oczywiście nie wszystkimi myślami się z Tobą podzielę... mogę Cię zachęcić do czegoś takiego. Nienawidzę narzekać i zdarzało mi się narzekać na to, że narzekam. Dlatego teraz kiedy mam potrzebę ponarzekać po prostu zapisuję to w notesie. Od kiedy tak robię pilnuję go dziesięć razy bardziej, a że w szkole może bardzo łatwo trafić w niepowołane ręce nie spuszczam z niego oczu. Oczywiście trafiają tam również miłe przemyślenia.

Na koniec proszę odpowiedz mi na pytanie... Czy da się tęsknić za kimś kto jest obok? I jeśli tak to jakim cudem?

piątek, 4 listopada 2016

Niezatrzymująca się pozytywka

Zamknij oczy. Weź głęboki wdech i wydech. Uspokój się. A teraz zacznij...
ZATRZYMAJ SIĘ!!!
Ciągle żyjemy w nagonce. Zachowujemy się jakbyśmy chcieli coś komuś udowodnić. Co tu udowadniać? Że ciągle pracujemy i nie mamy czasu na nic innego? Wciąż powtarzamy "Nie mam czasu","Przepraszam jestem zajęta/zajęty", "Nie mogę, muszę ćwiczyć" (tak często słyszane w moim środowisku), "Odpiszę potem"... AHHHHH!!! Dlaczego nie mamy czasu?! Nie można czasem, choć raz na jakiś czas napisać/ powiedzieć "W sumie jestem zajęty/zajęta, ale znajdę chwilę dla Ciebie"? NIE! Bo ciągle gnamy. Próbujemy pokazać jacy jesteśmy pracowici. Dążymy do tego żeby być lepszym a nasze życie staje się mechaniczne. Tu nie ma co pokazywać! Ludzie i tak tego nie zauważą, a dlaczego? Bo sami są zajęci! W ciągu 15 lat mojego życia może ze dwa razy ktoś docenił moją pracowitość? I fakt nie chodzi tu o to żeby wszyscy nas doceniali, ale jest to dowód na to, że ludzie są zbyt zajęci, żeby zwrócić uwagę na takie rzeczy. (Swoją drogą dziękuje tym dwóm osobom za to docenienie). 

Dlaczego udaję jakbym była dorosła i wciąż musiała pracować? Wracam ze szkoły, rodzice mnie pytają "Co słychać w szkole?" Odpowiadam krótko, szybka anegdotka, wracam do nauki. Można by powiedzieć, że bawię się w szkołę. W sumie poza szkoła i teatrem nie mam żadnych zajęć. 
Mój dzień: Wstaję, idę do szkoły, wracam, uczę się, ćwiczę, rozciągam się, idę spać.
Mój wolny dzień: Wstaję (specjalnie o 8 "żeby zrobić jak najwięcej"), uczę się, robię wszystko do szkoły na najbliższy tydzień, ćwiczę, rozciągam się, idę spać. "Jestem z siebie dumna. Udało mi się zrobić wszystko co miałam w planie. Świetnie! Teraz mogę odpocząć!" Bullshit! I tak odpoczywając myślę o tym co jeszcze mogę zrobić... Co z tego, że tyle zrobiłam? Nie poświęciłam bliskim prawie w ogóle swojego czasu. Cały czas siedziałam zamknięta i zajęta. Ze światem miałam kontakt zaledwie wymieniając kilka krótkich konwersacji na cały dzień. Często pisząc zdania wymienione w pierwszym akapicie. A rozmowy? Zwykle też dotyczą szkoły... 

Cel: Mieć więcej czasu dla innych. Umieć poświęcić choć trochę czasu każdej bliskiej osobie. Pamiętać o każdym, nawet nie najbliższym. Podejść do płaczącego z husteczką [i znów mrugnięcie oczka tajemniczy adresacie ;-) ], uśmiechnąć się do kogoś z kim mój wzrok się zetknie, być miłym dla wroga.  Ale znaleźć też chwilę dla siebie. Codziennie chwila z herbatą bez nauki! Bez obowiązków! Rano przed szkołą lub (lepsza opcja) przed snem. 

Robię to co kocham, spełniam swoje marzenia, a przynajmniej dążę do tego... To fakt. Ale dlaczego robię to kosztem swojej energii, kontaktów z innymi, a nawet kosztem swojego zdrowia? (Październik 17 np.). 

Dlaczego wstaję najwcześniej z rodziny (około 5-6) i wracam najwcześniej w tygodniu około 18? Dlaczego nie mam w tygodniu, a również w większość weekendów czasu żeby spotkać się z bliskimi? Dlaczego jedyny moment na to, to około półtorej godziny w piątek... i jak nazłość akurat wtedy kiedy Ci bliscy są zajęci? I dlaczego każdy dzień jest taki sam? 

OGŁASZAM! JESTEM DZIECKIEM! 

A teraz otwórz oczy i wróć do swoich zajęć.